The Project Gutenberg eBook ofSzopkaThis ebook is for the use of anyone anywhere in the United States and most other parts of the world at no cost and with almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included with this ebook or online atwww.gutenberg.org. If you are not located in the United States, you will have to check the laws of the country where you are located before using this eBook.Title: SzopkaAuthor: Artur OppmanIllustrator: Antoni PiotrowskiRelease date: February 6, 2009 [eBook #28009]Most recently updated: January 4, 2021Language: PolishCredits: Produced by Jimmy O'Regan (Produced from images generouslymade available by CBN Polona http://www.polona.pl)*** START OF THE PROJECT GUTENBERG EBOOK SZOPKA ***
This ebook is for the use of anyone anywhere in the United States and most other parts of the world at no cost and with almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included with this ebook or online atwww.gutenberg.org. If you are not located in the United States, you will have to check the laws of the country where you are located before using this eBook.
Title: SzopkaAuthor: Artur OppmanIllustrator: Antoni PiotrowskiRelease date: February 6, 2009 [eBook #28009]Most recently updated: January 4, 2021Language: PolishCredits: Produced by Jimmy O'Regan (Produced from images generouslymade available by CBN Polona http://www.polona.pl)
Title: Szopka
Author: Artur OppmanIllustrator: Antoni Piotrowski
Author: Artur Oppman
Illustrator: Antoni Piotrowski
Release date: February 6, 2009 [eBook #28009]Most recently updated: January 4, 2021
Language: Polish
Credits: Produced by Jimmy O'Regan (Produced from images generouslymade available by CBN Polona http://www.polona.pl)
*** START OF THE PROJECT GUTENBERG EBOOK SZOPKA ***
Z RYSUNKAMI A. PIOTROWSKIEGO
WYDANIE II
1918WYDAWNICTWO M. ARCTA W WARSZAWIELUBLIN, NAMIESTNIKOWSKA 23
Geprüft und auch für die Asfuhr freigegeben durch die Kais. Deutsche Presseabteilung Warschau, den 4 VII. 1916. T.—No 1631. Dr. No 110.
DRUKARNIA M. ARCTA W WARSZAWIE, NOWY-ŚWIAT 41.
Chodźcieno bliżej, kochane dzieci!Patrzcie! tu gwiazda nad szopką świeci,Ona to, złocąc niebieskie stropy,Wiodła trzech królów do biednej szopy;Śpiących pasterzy blaskiem zbudziła,Do stóp Jezuska zaprowadziła,A teraz stoi i jasno świeci,Więc pójdźcie tutaj, kochane dzieci!W szopce, we żłobku, na miękkiem sianieLeży Jezusek, świata kochanie;On, co ma zbawić narody ziemi,Leży, spowity szaty biednemi;Nie ma sukienki, kolebki nie ma,Lecz wesołemi patrzy oczyma,Bo się raduje Święte biedactwo,Że się do Niego zbiegło prostactwo.Możni królowie składają dary:Mirrę, kadzidło, złota bez miary;Lecz Jezus, wdzięczny za ich ofiarę,Woli poglądać na świtki szare,Na tych pastuszków, których gromadaPrzyszła do Niego od owiec stadaI w zachwyceniu patrzy na Dziecię,Na swoje skarby największe w świecie.Ten Mu dwa białe daje baranki,Ów śliczną piosnkę ciągnie z multanki,Trzeci zerwane w polu kwiatuszkiKładzie z pokłonem pod drobne nóżki,A jeszcze inny sukmankę zdziewa,Pana Jezusa ciepło okrywa.Dziecię z uśmiechem patrzy na niegoI łezki szczęścia z oczu mu biegą.Najświętsza Matka i Józef świętyNabrali trawy świeżutko zżętej,Karmią osiołka, co razem z wołemPrzy żłobku Bożym stoją pospołem:Ciepłym oddechem dobre zwierzętaOgrzały Dziecku nóżki, rączęta,I one wiedzą, że owo DziecięPrzyszło, by cnotę czynić na świecie.Czekajcie, dzieci! zaraz w stajenceZaczną pastuszki grać na lirence,Będą śpiewali śliczne kolędy,By się nowina rozeszła wszędy,By ziemia cała o tern wiedziała,Że wielka radość światu się stała.A wy też Bogu pokłon oddajcieI z pastuszkami pieśń zaśpiewajcie.
Ej, ta szara WisełkaI odziewa i żywi,Jakby matka serdeczna,Jakby ludzie poczciwi.Ona daje zarobekDla sieroty biednego,Kupcie, panie, panowie,Kupcie piasku białego.Hej! hej! piasku białego!Od poranka do zmrokuPo podwórkach wciąż chodzę,Boć trza przynieść kęs chlebaStarej babce niebodze;Lat już setka jej prawieZaciężyła na głowie.Kupcie piasku białego,Kupcie, panie, panowie.Piasku wiślanego!Oj, szczęśliwe te dzieci,Co to uczą się w szkole;Kiedy o tem pomyślę,Żalę się na swą dolę:Jabym czytał i nocą,Aż do świtu jasnego;Kupcie, panie, panowie,Kupcie piasku białego!Hej! piasku białego!Gdy do snu się już kładę,Nieraz sobie zamarzę,Może da mi kto książkęI litery pokaże.Boć to z książek człek przeciePozna tyle dobrego.Kupcie, panie, panowie,Kupcie piasku białego!Piasku wiślanego!
Ilustracja: PiaskarzPiaskarz
Hej! poczciwe moje wiosło,Ho! ho!Już do ręki mi przyrosło!Ho! ho!Już bez niego żyć nie mogę,Bo z niem codzień ruszam w drogęHo! ho!Ho! ho!Fale Wisły ono pruje,A łódź chyża w dal szybuje,Na błękitnej, na głębinie,Jak jaskółka lotna, płynie.Stara Wisła, dobra macierz,Szepce z cicha ranny pacierz,Po kościołach dzwony dzwonią—Głos ich leci ponad tonią.Stare Miasto w słonku świeci,A po falach łódka leci,I omija wiry, piaski,Mknąc do brzegów Kępy Saskiej.Hej, ty Wisło! ty kochana!Od małego tyś mi znana!Kocham ciebie duszą całąTaką wielką i wspaniałą.Ty mnie żywisz i odziewasz,Ty mi pieśni do snu śpiewasz,Płyń swobodnie, płyń daleko,Droga rzeko! nasza rzeko!
(Po pierwszym, drugim i czwartym wierszu każdej strofki dodaje się: "ho! ho!")
(Po pierwszym, drugim i czwartym wierszu każdej strofki dodaje się: "ho! ho!")
Ilustracja: PrzewoźnikPrzewoźnik
Chodzę sobie, chodzęZ garnuszkiem po mieście;Żaczek nieboraczekWędruję po kweście.Do możnych i biednychPukam w imię Boże;Kto ma dobre serce,Ten mi dopomoże!Ciężko to się uczyćO głodzie i chłodzie,Ależ nie brak sercaW tym naszym narodzie.Jeden mnie nakarmi,Drugi mnie odzieje,A w głowinie żakaCodzień zajaśnieje.A gdy już pokończęNauki najpierwsze,Wejść do akademjiChęci mam najszczersze.Sławną akademjąSłynie ten nasz Kraków,Ona głosi światuO chwale Polaków.Może też da Pan Bóg,Że, pracując pilnie,Z żaka—profesoremZostanę niemylnie.Wtedy, pamiętającPrzeszłość młodocianą,Będę wspierał biednych,Tak jak mnie wspierano.
Ilustracja: ŻakŻak
Pod wawelską skałąMieszkał smok-potwora,Czatował na ludziZ rana do wieczora.Czatował i ludziZjadał tuzinami,Aż kraj płakał całyGorącemi łzami.Tedym se pomyślał,Że to sprawa kusa,I poszedłem prostoDo króla Krakusa.—Daj, królu, barana,Daj mi worek siarki,A ja Kraków zwolnięOd tej gospodarki.—Do baraniej skórySiarki nałożyłem,Potem mocną dratwąPo szewcku zaszyłem.Buch! pod smoczą jamęKąsek smakowity—I wyłazi potwór,Jak zawdy, niesyty.Już skórę ze siarkąPołknął smok przeklęty,Już go srodze pieczeOgień zażegnięty.Poleciał do Wisły,Wodą się zapijaI żłopie, i żłopie,Aż pękła bestyja!Gdy się król dowiedziałO zgonie szkodnika,Dał mi złotą zbroję,Dzielnego konika.A lud, rad, że przyszła,Na potwora zguba,Wołał:—Niechaj żyjeKrakowiaczek Skuba!
Ilustracja: Krakowiaczek SkubaKrakowiaczek Skuba
Choć mam ledwo lat dwanaście,Tęgi ze mnie zuch!Umiem drapać się po dachu,I wprost w komin buch!Choć tam czarno, gdyby w piekle,Nie boję się nic,Tylko sznurem się opaszęI odrazu hyc!Z miotłą w ręku wnet tam jadę,Ciasno, ciemno wkrąg,Już szoruję brudne ściany,Ile siły rąk.Trzeba dobrze wytrzeć sadze,Bo nuż zatlą się,Może pożar wnet wybuchnąć,I byłoby źle.Chociem czarny, jak djabełek,Przeciem z siebie rad,Kto zna pracę kominiarza,Ten powie, żem chwat!Toć w kominie i na dachuNie tak łatwy trud,Często życie swe narażaKominiarzów ród.Więc nie śmiejcie się z biedaka,Co pracować chce,I nie z sukni, ale z czynówUszanujcie mnie.Młodszych braci mną nie straszcie,To bolesny żart,Bo uznania za swą służbęKominiarczyk wart.
Ilustracja: KominarczykKominarczyk
Jestem stara czarownicaZ babki i prababki,Mam brodate, brzydkie licaA nos jak grabki.Mieszkam w chacie, co to stoiNa kurzej nodze;Kto do puszczy trafi mojej,Połknę go srodze.Gdy miesiąca światło bladeŚwieci ponure,Na ożogu pędem jadęNa Łysą górę.Tam co piątek się zbierająZłe jędze-baby,Piją smołę, zajadająKoty i żaby.Lecz ty, dobre, pilne dziecię,Spokojnie zaśnij,Bo zła jędza żyje przecieJedynie w baśni.Kto ma rozum, ten nie wierzyW gusła i czary;(zacina ożóg batem)Hej! z kopyta, niech waść bieży,Ożogu stary.Jestem stara czarownicaZ babki i prababki.(znika)
Ilustracja: CzarownicaCzarownica
Kędy stoi krzyż przy drodze,Co go dobrze znam,Za owcami w polu chodzę,Na fujarce gram.Piosnkę echo niesiePo zielonym lesie,Wtórzą jej skowronkiZ nad kwiecistej łąki.Skubią trawkę białe owceAlbo kwiatki pstre;By nie poszły na manowce,Kruczek strzeże je.Poczciwości psiskoWciąż się kręci blizko,I patrzy co chwilka,Czy nie widać wilka.Gdy południe się przybliża,Słonko mocno lśni,To w dwojakach Maryś chyżaObiad niesie mi.Od kaszy i mlekaAż pachnie zdaleka,Maryś wyśpiewuje,A ja pałaszuję.A gdy schodzi już wieczorek,W blaskach stoi krzyż,Płynie stamtąd mój paciorekDo stóp Boga wzwyż.Proszę Matki BoskiejO szczęście dla wioski,Dla mojej rodzinyI całej krainy.
Ilustracja: OwczarekOwczarek
Za morzami, za górami,Błądzę w obcej ziemi,Smutne oczy mocząc łzamiW tęsknocie za swemi.Kiedy spojrzę rozżalonyKu rodzinnej stronie,Serce bije jakby dzwony,Płacze w biednem łonie.Oj, ty wiosko, droga wiosko,Na com ja cię rzucił?I tę świętą Mękę Boską,Gdziem pacierze nucił?Ten kościołek pochylony,Taki sercu miły,I cmentarzyk ów zielony,Gdzie ojców mogiły.Tutaj spojrzeć dookołaAż się oczy boją;Obcy ludzie, obce siołaI duszy nieswojo.Ni przemówić po naszemu,Ni się uradować,—Chyba przyjdzie nieszczęsnemuDo grobu wędrować!Oj, ty ziemio, ziemio droga,Z tobą jakby w niebie!Codzień kornie proszę Boga,Bym zobaczył ciebie!Tożbym leciał ku wschodowiNa sokolich piórach!—Żyć, umierać MazurowiTylko na Mazurach!
Ilustracja: EmigrantEmigrant
Matusia leży w grobie,A ja wędruję sobie,Do każdej chaty pukamI dobrych ludzi szukam.Na świecie sroga zima,A tu kożuszka niema,Nic prócz chusty, koszulki,Oj, biada bez matulki.Nieraz głód mnie przyciśnie,Aż łza w oczach zabłyśnie.Nieraz chłód mnie przejmuje,Że rąk i nóg nie czuję.Ogień płonie po chatkach,Dzieci siedzą przy matkach,A ja patrzę przez oknoI w łzach oczy mi mokną.Uczyćbym się tak chciała!Cały dzieńbym czytała!Ale śliczne książeczkiNie dla biednej dzieweczki!Och, szczęśliwaś ty, dziatwo,Gdy ci uczyć się łatwo,Gdy literki twa mamaPokazuje ci sama.Panieneczki, chłopczyki,Odkładajcie grosikiI książeczki swe stare,I zabawek swych parę,Bo sierotek na świecieTyle biednych znajdziecie,Którym dar ten wasz, dzieci,Smutne życie rozświeci.
Ilustracja: SierotkaSierotka
Wokół puszcza dzika,Zwierza słychać ryk,Niedźwiedź się przemyka,Zdala biegnie dzik.Nie dbam o to wcale,Czy napadną mnie,Zaraz z fuzji palęI kulkę im ślę.Hej, niema jak łowy!Proszę wierzyć mi...W mroźny dzień grudniowyGdy śnieg srebrem lśni.Las dokoła cały,Jak zaklęty świat,Promienieje białyOd zimowych szat.Ktoś gałęzie łamie,Ryk przelata w dal,Dalej! broń na ramię!Baczność! celuj! pal!Choć nie było blizko,Kulka trafia w lot,Padło niedźwiedzisko,Aż się rozległ grzmot.Więc jak Wojski[*]stary,Róg dobywam wnet,Wesołe fanfaryLecą het, het, het!Wtórzy bór sosnowy,Gdy gra lasu pan,—Hej, niema jak łowyI myśliwski stan!
[*]Wojski, opisany w „Panu Tadeuszu” A. Mickiewicza, słynął z pięknej gry na rogu.
[*]Wojski, opisany w „Panu Tadeuszu” A. Mickiewicza, słynął z pięknej gry na rogu.
Ilustracja: MyśliwyMyśliwy
Czy Warszawę zmrok osnuwa,Czy ją złocą zorze,Na wieżycy strażak czuwa,Czuwa w imię Boże.Niechno tylko ze swej wieżyDojrzy odblask krwawy,Wnet na sygnał w dzwon uderzyDla swej braci żwawej.Błyszczą kaski, grzmi podkowaWśród Warszawian rzeszy,Pędzi cwałem straż ogniowa,Na ratunek śpieszy.Zuchowate widać twarze,Bez śladu obawy—I już stoją przy pożarzeStrażacy Warszawy.Ci kierują sikawkami,Inni pną się w górę,Płomień bucha wkrąg iskrami,Pędzi chmury bure.Lecz strażacy z butą znanąNiczem się nie straszą,I dopóty nie ustaną,Aż pożar ugaszą.Choć im nieraz grożą rany,Tak jakby na wojnie,Pod ich strażą gród kochanyMoże spać spokojnie.Dzielne serca w piersiach biją,Szczerzy z nich junacy,Więc krzyknijcie: Niechaj żyjąWarszawscy strażacy!
Ilustracja: StrażakStrażak
Jestem Marcinowa,Do usług gotowa!Uczciwa niewiastaZe Starego Miasta.Lubię się wykłócić,Ale wolę nucić:Oj, dana, dana, dana!Warszawo kochana!Mam kramik niewielki,Na nim kartofelki,Świeże zieleninkiI różne jarzynki.Dla posłusznych dzieciJabłuszko się świeci,Oj, dana, dana, dana!Warszawo kochana!Język—niech Bóg broni!Lecz serce na dłoni!...Ręka pracowitaI tusza obfita.Przekupka prawdziwa,Dobra, lecz swarliwa,Oj, da dana, dana!Warszawo kochana!
7 i 8 wiersz każdej strofki powtarza się.
Ilustracja: Przekupka MarcinowaPrzekupka Marcinowa
Jeżdżę sobie na kogucieZapomocą dyablą.Kto mi kiwnie palcem w bucie,Tego zaraz szablą!Jem i piję, wesół żyję,Bez wszelakiej troski.Dobra nasza, w górę flasza!Wiwat, pan Twardowski!Djabeł drżący i struchlały,Gdy mój głos go zmusza,Wszystko srebro z ziemi całejPrzeniósł do Olkusza.Jam przywołał cień BarbaryNa zamek krakowski,Znam zaklęcia, leki, czary.Wiwat, pan Twardowski!A gdy bies mi spojrzy w ślepieI w górę uniesie,Do księżyca się uczepię:Żegnaj, panie biesie!Choć się z piekła ćma ich zleci,Obetnę im noski,Czas, kogutku na waszeci,Wiwat, pan Twardowski!
Ilustracja: TwardowskiTwardowski
Szewc warszawski, miły bracie,To nie partacz kiepski,Siedzi sobie przy warsztacieWesoły i łebski.Tak się zwija jakby fryga,Choć praca niełatwa,Jeno w ręku szydło miga,Jeno skrzypi dratwa.Szewckiej cnoty, mocium panie,Nie trzeba dowodzić,Bo nikt przecie w żadnym stanieNie rad boso chodzić.Dobra kurtka i sukmana.I kapelusz suty,Ale z cholew poznać pana,—Tedy grunt—to buty.Na warszawskiem Starem Mieście,Z wiary staroświeckiej,Lat już słynie przeszło dwieścieSławny cech szewiecki.Więc wykrzyknie razem z nami,Kto świadomy sprawy:Wiwat buty nad butamiI szewcy z Warszawy!
Ilustracja: SzewcSzewc
Już skończone przedstawienie,Będzie pustka wnet na scenie,Tylko jeszcze, państwo młodzi,Dziadek z torbą swą wychodzi.Nie trwóżcie się, mówię szczerze,Dziad was w torbę nie zabierze,Bo on woli wziąć bez krzykuOd każdego po grosiku.Zwiedziłem już kawał świata,Bo przeżyłem długie lata.Raz też kiedyś, w chmurny dzionek,Wszedłem sobie do ochronek.Co tam dziatwy, miły Boże!Któż je wszystkie zliczyć może?I chłopczyki, i dziewczynki;Wszystkie mają smutne minki.Czemu smutne? wiedzieć chcecie,No, to powiem wam w sekrecie:To są bardzo biedne dzieci,Nie wesoło dzień im leci.Choć to były wielkie święta,O nich mało kto pamięta,Ni zabawek, ni książeczekNie dostały od mateczek.Więc wam powiem: książki stareI zbytecznych cacek parę,Co kto może, niech do dziadaDla tych biednych dzieci składa.Ja zaniosę im te dary,Nie żałujcie więc ofiary,Biedni za was, dziatwo droga,Będą modlić się do Boga.
Ilustracja: DziadekDziadek
Każda książeczka zawiera powiastki lub wierszyki, z obrazkami, w kolorowej okładce.